Czego boi się Łukaszenka?
Wielu obserwatorów jest zdania, że nowa doktryna nie jest realnie wymierzona przeciwko Polsce, Litwie, czy Ukrainie, ale przede wszystkim przeciw Rosji. To ona ma bowiem największe możliwości zdestabilizowania sytuacji na Białorusi i spowodować w niej antyłukaszenkowskie rozruchy, w wyniku których powstaną, tak jak w Donbasie, ludowe republiki w Orszy i Homlu. O zagrożeniu dla integralności Białorusi ze strony Rosji nikt oficjalnie oczywiście nie mówi. Ta wciąż jest jej głównym sojusznikiem.
Wielu obserwatorów jest zdania, że nowa doktryna nie jest realnie wymierzona przeciwko Polsce, Litwie, czy Ukrainie, ale przede wszystkim przeciw Rosji. To ona ma bowiem największe możliwości zdestabilizowania sytuacji na Białorusi i spowodować w niej antyłukaszenkowskie rozruchy, w wyniku których powstaną, tak jak w Donbasie, ludowe republiki w Orszy i Homlu. O zagrożeniu dla integralności Białorusi ze strony Rosji nikt oficjalnie oczywiście nie mówi. Ta wciąż jest jej głównym sojusznikiem.
Władze białoruskie na wniosek prezydenta republiki Aleksandra
Łukaszenki korygują jej doktrynę wojenno-obronną, choć niektórzy
obserwatorzy twierdzą, że opracowują nową. O sprawie niewiele wiadomo.
Żadne oficjalne dokumenty nie są publikowane. Poprzednia doktryna
wojskowo-obronna została przyjęta w 2002 r. W jej ramach armia
białoruska była przygotowywana do udziału w „wielkiej wojnie” z siłami
NATO po stronie Rosji. Zgodnie z takim scenariuszem odbywały się
ćwiczenia armii białoruskiej i rosyjskiej w ramach wielkich manewrów o
kryptonimie „Zachód”. Obecnie zgodnie ze wskazaniami Łukaszenki,
białoruscy stratedzy opracowują doktrynę wojny, przewidującą , że
zagrożenie dla Białorusi może pochodzić nie tylko z zewnątrz, ale i z
wewnątrz.
Z enuncjacji prezydenta Aleksandra Łukaszenki wynika, że nie uważa on, by któryś z sąsiadów mógł obecnie napaść bezpośrednio na terytorium republiki. Jego zdaniem armia musi przestawić się na nowe zadania. Głównym zagrożeniem dla Białorusi ma być wykorzystanie mechanizmów „kolorowych rewolucji” dla usuwania legalnej władzy. Organizatorzy takich akcji starają się zdestabilizować sytuację w danym kraju z zewnątrz poprzez swoich emisariuszy. Łukaszenka podkreślił też, że nasiliły się sprzeczności między Rosją a państwami NATO, w rezultacie czego Białoruś znalazła się pomiędzy młotem a kowadłem.
Reagując na wytyczne Łukaszenki, białoruski Sztab Generalny przystąpił do opracowywania nowej doktryny wojenno-obronnej państwa. W odróżnieniu od poprzedniej, określającej zadania sił zbrojnych republiki, główny nacisk położono w niej na wewnętrzne hybrydowe zagrożenia. Jej autorzy mieli wziąć pod uwagę ukraińskie doświadczenia z 2013 r. Kładzie ona nacisk na sprawne funkcjonowanie obrony terytorialnej i utrzymanie wojskowych nawyków wśród rezerwistów, którzy odbyli służbę wojskową. Nowa doktryna podkreśla konieczność regularnych ćwiczeń i kształtowanie wojskową edukację ludności cywilnej. Ma być ona stale gotowa do przeprowadzenia sprawnej mobilizacji, umieć władać bronią, dbać o wojskową infrastrukturę. Stale zachowywać czujność i być gotowa do prowadzenia kontrwywiadowczej działalności. Zdaniem ekspertów Łukaszence chodzi o to, by w razie wojny powołać pod broń maksymalną liczbę rezerwistów na danym terenie, którzy znając go, będą mogli działać na nim efektywnie.
Nacisk na obronę terytorialną
Oprócz tego nowa doktryna obronna Białorusi kładzie nacisk na rozwój operacji specjalnych i obrony powietrznej kraju. Władze białoruskie chcą też zakupić lekkie samoloty szturmowe, które będą w stanie zwalczać grupy desantu hipotetycznego przeciwnika, przerzuconego na terytorium republiki.
W drugiej Połowie stycznia zostały przeprowadzone manewry wojskowe na Białorusi, należące do największych w ostatnich latach. Armia republiki przećwiczyła różnorakie scenariusze, zakładające powtórzenie na Białorusi wydarzeń, które miały miejsce na Ukrainie i w Syrii. Jeden z nich przewidywał wybuch na Białorusi powstania, zmierzającego do odłączenia od Białorusi części jej terytorium. Drugi scenariusz uwzględniał przeniknięcie na Białorusi od któregoś z sąsiadów „zielonych ludzików”. Obcy desant zajął na Białorusi miasteczko Łuniniec. Niewielką stolicę rejonu, liczącą 23 tys. mieszkańców, leżącą na skraju obwodu brzeskiego na głębokim Polesiu.
Tajemnicze ćwiczenia
Cały rejon został otoczony. Następnie zrzucono nad nim ulotki, wzywające nielegalne zgrupowanie do kapitulacji. To jednak odmówiło, wobec czego białoruska brygada szybkiego reagowania je zlikwidowała!
Nie było to jedyne założenie ćwiczone na manewrach. Białoruscy wojskowi przetrenowali też likwidację oddziału, liczącego 500 osób, który wtargnął na teren obwodu grodzieńskiego z terytorium Litwy.
Z nieoficjalnych przecieków wiadomo, że w zapisach nowej doktryny używa się takich słów, jak: ”wewnętrzny konflikt zbrojny”, „lokalna wojna”. Jej autorzy piszą w niej, że Białoruś może stać się terenem wewnętrznego konfliktu, który może być inspirowany z zewnątrz. Może go wywołać zarówno sąsiad, jak i inne państwo, które wykorzysta do tego destruktywne siły istniejące na Białorusi.
Pozostanie w planach
Wielu obserwatorów jest zdania, że nowa doktryna nie jest realnie wymierzona przeciwko Polsce, Litwie, czy Ukrainie, ale przede wszystkim przeciw Rosji. To ona ma bowiem największe możliwości zdestabilizowania sytuacji na Białorusi i spowodować w niej antyłukaszenkowskie rozruchy, w wyniku których powstaną, tak jak w Donbasie, ludowe republiki w Orszy i Homlu. O zagrożeniu dla integralności Białorusi ze strony Rosji nikt oficjalnie oczywiście nie mówi. Ta wciąż jest jej głównym sojusznikiem. Nikt jednak nie wątpi, że „Matuszka” mogłaby połknąć Białoruś bez większych trudności. Pogarszająca się sytuacja gospodarcza republiki, galopująca inflacja, groźba zwolnień w wielkich zakładach pracy może doprowadzić do spadku poparcia dla Aleksandra Łukaszenki. Unia Europejska zniosła wobec niego sankcje, ale ten ruch daje mu niewiele. Potrzebuje on przede wszystkim gospodarczego i finansowego wsparcia.
Obserwatorzy zwracają też uwagę, że nowa doktryna wojenna w niewielkim stopniu zwiększyła potencjał obronny Białorusi przeciwko tzw. „hybrydowemu zagrożeniu”. Trudno sobie bowiem wyobrazić, że Łukaszenka poszedłby na „wariant szwajcarski” i zgodziłby się na posiadanie przez członków obrony terytorialnej broni automatycznej. Nikt też w ramach obrony terytorialnej nie uczy jej członków walki ulicznej, ani też zwalczania dywersantów. Stworzenie sprawnego systemu obrony terytorialnej też jest kosztowne, a Białorusi nie stać na zbrojeniowe wydatki. Na razie nowa doktryna obronna pozostanie w planach białoruskich sztabowców.
Marek A. Koprowski
Z enuncjacji prezydenta Aleksandra Łukaszenki wynika, że nie uważa on, by któryś z sąsiadów mógł obecnie napaść bezpośrednio na terytorium republiki. Jego zdaniem armia musi przestawić się na nowe zadania. Głównym zagrożeniem dla Białorusi ma być wykorzystanie mechanizmów „kolorowych rewolucji” dla usuwania legalnej władzy. Organizatorzy takich akcji starają się zdestabilizować sytuację w danym kraju z zewnątrz poprzez swoich emisariuszy. Łukaszenka podkreślił też, że nasiliły się sprzeczności między Rosją a państwami NATO, w rezultacie czego Białoruś znalazła się pomiędzy młotem a kowadłem.
Reagując na wytyczne Łukaszenki, białoruski Sztab Generalny przystąpił do opracowywania nowej doktryny wojenno-obronnej państwa. W odróżnieniu od poprzedniej, określającej zadania sił zbrojnych republiki, główny nacisk położono w niej na wewnętrzne hybrydowe zagrożenia. Jej autorzy mieli wziąć pod uwagę ukraińskie doświadczenia z 2013 r. Kładzie ona nacisk na sprawne funkcjonowanie obrony terytorialnej i utrzymanie wojskowych nawyków wśród rezerwistów, którzy odbyli służbę wojskową. Nowa doktryna podkreśla konieczność regularnych ćwiczeń i kształtowanie wojskową edukację ludności cywilnej. Ma być ona stale gotowa do przeprowadzenia sprawnej mobilizacji, umieć władać bronią, dbać o wojskową infrastrukturę. Stale zachowywać czujność i być gotowa do prowadzenia kontrwywiadowczej działalności. Zdaniem ekspertów Łukaszence chodzi o to, by w razie wojny powołać pod broń maksymalną liczbę rezerwistów na danym terenie, którzy znając go, będą mogli działać na nim efektywnie.
Nacisk na obronę terytorialną
Oprócz tego nowa doktryna obronna Białorusi kładzie nacisk na rozwój operacji specjalnych i obrony powietrznej kraju. Władze białoruskie chcą też zakupić lekkie samoloty szturmowe, które będą w stanie zwalczać grupy desantu hipotetycznego przeciwnika, przerzuconego na terytorium republiki.
W drugiej Połowie stycznia zostały przeprowadzone manewry wojskowe na Białorusi, należące do największych w ostatnich latach. Armia republiki przećwiczyła różnorakie scenariusze, zakładające powtórzenie na Białorusi wydarzeń, które miały miejsce na Ukrainie i w Syrii. Jeden z nich przewidywał wybuch na Białorusi powstania, zmierzającego do odłączenia od Białorusi części jej terytorium. Drugi scenariusz uwzględniał przeniknięcie na Białorusi od któregoś z sąsiadów „zielonych ludzików”. Obcy desant zajął na Białorusi miasteczko Łuniniec. Niewielką stolicę rejonu, liczącą 23 tys. mieszkańców, leżącą na skraju obwodu brzeskiego na głębokim Polesiu.
Tajemnicze ćwiczenia
Cały rejon został otoczony. Następnie zrzucono nad nim ulotki, wzywające nielegalne zgrupowanie do kapitulacji. To jednak odmówiło, wobec czego białoruska brygada szybkiego reagowania je zlikwidowała!
Nie było to jedyne założenie ćwiczone na manewrach. Białoruscy wojskowi przetrenowali też likwidację oddziału, liczącego 500 osób, który wtargnął na teren obwodu grodzieńskiego z terytorium Litwy.
Z nieoficjalnych przecieków wiadomo, że w zapisach nowej doktryny używa się takich słów, jak: ”wewnętrzny konflikt zbrojny”, „lokalna wojna”. Jej autorzy piszą w niej, że Białoruś może stać się terenem wewnętrznego konfliktu, który może być inspirowany z zewnątrz. Może go wywołać zarówno sąsiad, jak i inne państwo, które wykorzysta do tego destruktywne siły istniejące na Białorusi.
Pozostanie w planach
Wielu obserwatorów jest zdania, że nowa doktryna nie jest realnie wymierzona przeciwko Polsce, Litwie, czy Ukrainie, ale przede wszystkim przeciw Rosji. To ona ma bowiem największe możliwości zdestabilizowania sytuacji na Białorusi i spowodować w niej antyłukaszenkowskie rozruchy, w wyniku których powstaną, tak jak w Donbasie, ludowe republiki w Orszy i Homlu. O zagrożeniu dla integralności Białorusi ze strony Rosji nikt oficjalnie oczywiście nie mówi. Ta wciąż jest jej głównym sojusznikiem. Nikt jednak nie wątpi, że „Matuszka” mogłaby połknąć Białoruś bez większych trudności. Pogarszająca się sytuacja gospodarcza republiki, galopująca inflacja, groźba zwolnień w wielkich zakładach pracy może doprowadzić do spadku poparcia dla Aleksandra Łukaszenki. Unia Europejska zniosła wobec niego sankcje, ale ten ruch daje mu niewiele. Potrzebuje on przede wszystkim gospodarczego i finansowego wsparcia.
Obserwatorzy zwracają też uwagę, że nowa doktryna wojenna w niewielkim stopniu zwiększyła potencjał obronny Białorusi przeciwko tzw. „hybrydowemu zagrożeniu”. Trudno sobie bowiem wyobrazić, że Łukaszenka poszedłby na „wariant szwajcarski” i zgodziłby się na posiadanie przez członków obrony terytorialnej broni automatycznej. Nikt też w ramach obrony terytorialnej nie uczy jej członków walki ulicznej, ani też zwalczania dywersantów. Stworzenie sprawnego systemu obrony terytorialnej też jest kosztowne, a Białorusi nie stać na zbrojeniowe wydatki. Na razie nowa doktryna obronna pozostanie w planach białoruskich sztabowców.
Marek A. Koprowski
http://www.kresy.pl/publicystyka,analizy?zobacz%2Fczego-boi-sie-lukaszenka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz